Marcina Zawickiego diegesis peri tes akinetes physeos1

Jest także zamiar co boli
Bo woli się stawać niż gnić
Martwa natura na stole
Która ma wiecznie żyć
Jacek Kaczmarski2

Jest także zamiar co boli
Bo woli się stawać niż gnić
Martwa natura na stole
Która ma wiecznie żyć
Jacek Kaczmarski2


W drugiej połowie czerwca tego roku na gdańskich terenach postoczniowych otwarta została dla publiczności zabytkowa hala dawnej Montowni łodzi podwodnych. W wyremontowanej ogromnej przestrzeni znalazły się liczne lokale gastronomiczne. Ponad nimi zawisła instalacja Marcina Zawickiego „Bloop”. Tytuł nawiązuje do niezidentyfikowanego dźwięku zarejestrowanego w 1997 roku dochodzącego z głębin Pacyfiku. Przypadkowo w rozmowie z jednym z fachowców zajmujących się pracami wykończeniowymi w Montowni wspomniałem, że poproszono mnie o napisanie tekstu krytycznego w związku z przyznaniem malarzowi Marcinowi Zawickiemu Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego. Ku memu zdziwieniu fachowiec, pan Michał M., oświadczył, że był świadkiem montażu dzieła artysty, które opisał jako olbrzymiego morskiego stwora. Na pytanie, jak odebrał instalację Zawickiego, fachowiec odparł, że, co prawda, nie miał pojęcia, że to instalacja, ale podoba się mu, bo robi duże wrażenie i dobrze pasuje do wnętrza hali. To przypadkowe zetknięcie postaci i zdarzeń wywołało stare pytania o to, jak mówić i pisać o sztuce bez zawiłych, drętwych wywodów, które być może wzbudzą uznanie grupki specjalistów, lecz czy wzbudzą choćby nikłe zainteresowanie fachowców od hydrauliki, elektryki, posadzkarstwa itp., takich jak pan Michał. Jaka powinna być sztuka, by wyszła poza galerie, by przykuła uwagę odbiorców spoza branżowego środowiska. Być może właśnie taka, jaką tworzy Marcin Zawicki. Wypada zgodzić się tu z opinią Stacha Szabłowskiego, że sztuka Zawickego nie zbliża się w okolice najgorętszych debat współczesności3 , że nie zajmuje się polityką ani krytyką rzeczywistości, ale może fascynować i nieść widzom przyjemność4. I bardzo dobrze – chciałoby się powiedzieć, że sztuka Zawickiego niczego nie musi, niczego nie powinna, że artysta podąża konsekwentnie drogą własną, że nie ulega presji ciągłej kreacji nowego i nie czuje się zobowiązany do podważaniawszystkiego, co zastane. Zawicki maluje swoją martwą naturę i tworzy makiety wyimaginowanej rzeczywistości. To główne przedmioty jego zainteresowań i działań artystycznych. Wydawałoby się, że temat martwej natury, mocno osadzony w dziejach sztuki, może być już tylko rozpatrywany w kontekście historycznym lub jako ćwiczenie akademickie. A jednak Marcin Zawicki dowodzi, że wciąż otwierają się przed martwą naturą nowe możliwości, tak estetyczne, jak i interpretacyjne, formalne i dekoracyjne. Makiety, które służą artyście za modele do działań malarskich, konstruowane przed wszystkim z przedmiotów z tworzyw sztucznych, popularnie zwanych plastikiem. Plastikowym odpadkom cywilizacji, nikomu już niepotrzebnym i wzgardzonym śmieciom, malarz ofiarowuje dzięki swej sztuce nowe życie5 , jego martwa natura ma żyć wiecznie w obrazach uwodzących barwą, światłem, pytaniami o kondycję ludzkiej cywilizacji. Wydawałoby się, że wykorzystanie sztucznych tworzyw stoi w sprzeczności z naturą, nawet martwą. Przecież plastik nie ma nic wspólnego z naturą; jest całkowicie sztuczny6. Lecz czy możliwe jest istnienie w dzisiejszych czasach czystej natury? Chyba tylko w utopiach. Trudno sobie wyobrazić, by zrezygnować z osiągnięć medycyny, bieżącej wody i kanalizacji, elektryczności, wrócić do pieszej wyłącznie komunikacji, etc. Nie zrezygnujemy też z plastiku, który na dobre stał się integralną częścią kultury, współtworząc naturę-kulturę, i stając się znakiem naszych czasów7. Wypada zgodzić się tu z twierdzeniem Marty Smolińskiej, iż: To co uchodziło za zalety plastiku – wytrzymałość i nieprzemijalność – stały się z czasem wielkim nierozwiązywalnym problemem ludzkości, ale materiał ten z biegiem czasu zyskał indywidualność i historię, a nawet duszę, co wydobywają w swoich realizacjach tacy twórcy jak Zawicki.8 Z drugiej strony, przerażeni zalewem sztucznych tworzyw zapomnieliśmy, jak wiele w dziejach człowieka było wykreowanych rzeczywistości, rzec można, sztucznych światów. Gdyby Marcin Zawicki malował weduty lub sceny rodzajowe podczas wiejskich prac polowych u podnóży zamków, czy powiedzielibyśmy, że maluje sztuczne rzeczywistości? A przecież: Historia cywilizacji ludzkiej to – w mniejszym bądź większym zakresie – historia miasta. Miasto jest najbardziej sztucznym środowiskiem człowieka, antytezą natury9. Pozwólmy zatem artystom tworzyć światy własne, zrodzone w ich wyobraźni, pozwólmy im pracować w dowolnej materii. A jeśli odkryją tajemnicę kształtowania formy odpornej na działanie czasu, ich sztuka nie przeminie wraz z aktualną modą i wykreowanymi przez środowiska opiniotwórcze trendami. Marcin Zawicki (rocznik 1985), z urodzenia szczecinianin, gdańszczanin z wyboru.10 Rzec można – wychowanek miast portowych z ich otwartością na dalekie horyzonty i pragnieniami poznania różnorodności świata. Nie poszedł jednak w ślady ojca marynarza, lecz jego pasją stała się sztuka. Choć skłaniał się ku rzeźbie, ostatecznie zwyciężyło malarstwo. Jednakże skłonność do przestrzennego, rzeźbiarskiego spojrzenia wciąż wydaje się decydować o metodach pracy, o dążeniu do uzyskania końcowego malarskiego efektu. Ukończył szczecińskie Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Constantina Brâncuşi, a następnie Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku (2010) – dyplom w pracowni prof. Teresy Miszkin. Dziś sam jest profesorem macierzystej uczelni. Wspominając wczesną młodość artysta przyznaje, jak bardzo fascynowała go charakterystyczna dla ówczesnego Szczecina estetyka rave płynąca tu szeroką rzeką importów i kanałami mass mediów zza zachodniej granicy – z tętniącego techno beatem leżącego tuż za granicą Berlina, psychodeliczna, barwna, arcy-postmodernistyczna otoczka wizualna tego ruchu przełomu lat 90 i roku 2000 to kakofonia barw, collage zapożyczeń, transowa surrealność wzbogacona o pierwsze rendery 3D. Magiczne światy z psychodelicznych wideoklipów Dune czy Marushy, kampowy brak hamulców i jakiejkolwiek estetycznej relacji, bardzo barwnie i bardzo wprost.11 Można by podsumować ten czas słowami Jacka Kaczmarskiego z piosenki „Postmodernizm”:


Wszystkie mody, wszystkie style
Równie piękne są – i tyle
Lub, jak chcesz, równie szkaradne
Konsekwencje tego żadne
12


Intensywna barwa, światło i zdecydowana forma wciąż towarzyszą malarzowi. Wyzwolił się jednak z postmodernistycznego szaleństwa bylejakości. Gdyby bowiem wszystko w działaniach artystycznych było tak samo dobre, byłoby po prostu zaledwie przeciętne. Nie moglibyśmy niczego w sztuce wartościować. A przecież wciąż to robimy. Wychodząc z zachwytu nad bajecznie kolorową dekadą lat dziewięćdziesiątych, trudną do okiełznania feerią barw, form i świateł13 , Zawicki zdecydował się następnie na dialog z reprodukcją i reprezentacją. Idea była prosta – przedstawić motywy znane z klasyki europejskiego malarstwa, na przykład holenderskie martwe natury, w formie podobnej do polimerowych mieszkańców lunaparku.14 Ciekawe, że zarówno odnosząc się do „Vanitas” (1630) Pietera Claesza15, jak też do „Zdjęcia z krzyża” (ok. 1435-1440) Rogiera van der Weydena16, Zawicki osiągnął efekt przypominający ceramiczne realizacje słynnej włoskiej rodziny della Robia. Jakby podświadomie, wręcz wbrew sobie powtarzał słowa Zbigniewa Herberta:


wzywam was Starzy Mistrzowie
w ciężkich chwilach Zwątpienia
17


Wygląda też na to, że rzeźbiarskie skłonności artysty, choć uśpione, objawiają się w obrazach tworzonych najczęściej farbami olejnymi na płótnie. Niezależnie od tego, jak artysta postrzega swą wczesną twórczość, to właśnie wtedy zrozumiał, że dla niego zachwyt fragmentami świata i powołanie do istnienia obrazu jest czymś naprawdę ważnym. Ta konstatacja pociągnęła za sobą usilne próby znalezienia teoretycznego uzasadnienia dla malarstwa. A kiedy nie dało to zadowalającego rezultatu, Zawicki zdecydował się zawierzyć intuicji, za którą podąża z powodzeniem. Zaznaczyć przy tym należy, że jego malarstwo mocno osadzone jest w rzeczywistości bazując na modelach przedstawiających mikroświaty martwej natury.18

Marcin Zawicki tworzy serie obrazowe, nie nadając tytułów poszczególnym dziełom. To powoduje konieczność odnoszenia się do całości cyklu i utrudnia operowanie konkretem, jeśli zechcielibyśmy analizować poszczególne płótna. Takie jednak prawo twórcy. Wspomniane cykle, by wymienić najważniejsze, to: „Hollow Art” (2010), „Wunderkamera” (2012), „The Fall” (2012), „Sporysz” (2014), „Chorografia” (2015), „Coś dziwnego się tu zbliża” (2016), „Homoiomerie” (2016), „Gesty” (2017), „Dies Irae” (2018), „Upadła Planetka” (2019).19 Wyzwolonyz bagażu tradycji, choć przywiązany do tradycyjnych technik i tradycyjnego kunsztu, podążający za własną intuicją malarz wyciąga własne wnioski i tworzy własne wersje rzeczywistości. Kluczowe serie obrazów, od których artysta podąża już tylko drogą własną, to: „The Fall” i „Chorografia”. To w nich do głosu dochodzą makiety jako samodzielne dzieła tworzące całość wraz z płótnami i precyzyjnymi rysunkami.20 Marta Smolińska w „The Fall” wyczuwa czającą się grozę, zobrazowaną przez malarza w przedstawionych procesach integrowania się natury i kultury, które zachodzą w tle obecnej cywilizacji. Diagnozuje przy tym w sentymentalnie ironiczny sposób nasz wielki kolektywny lęk przed śmiercią i destrukcją, ponieważ śmieci, a tym bardziej zabawki z dzieciństwa, przypadającego na polskie kolorowe i plastikowe lata 90., egzorcyzmują koniec.21 Zajmująca się głębiej twórczością Zawickiego Ewa Toniak zwraca uwagę na obiekty zainteresowań artysty: Interesują go raczej obiekty naznaczone szczególną emocjonalnością, dziecięce zabawki, które z definicji, a nie tylko z powodu nietrwałości materiału (np. plastik), szybko wychodzą z obiegu. (…) Pracownia Zawickiego przypomina manierystyczne „wunderkamery”, gabinety osobliwości… (…) Namalowane niezwykle sprawnie, olbrzymich rozmiarów płótna o migotliwych uwodzących powierzchniach, szydzące z „tandetnego przepychu i taniej imitacji «dzieła sztuki»” – jak
charakteryzuje swoje obrazy sam autor – można odbierać dziś w kategoriach kuriozów.22

„Chorografia”, zrealizowana na podobieństwo naukowego opisu rzeczywistości, zaciera granice między dokumentem a fikcją.23Pod względem formalnym twórca nawiązuje tu przede wszystkim do estetyki siedemnastowiecznych traktatów z dziedziny biologii i geografii. Sam autor mówi: chciałbym, żeby odbiorca w jakimś stopniu uwierzył w rodzaj paranaukowej systematyzacji rzeczywistości wykreowanej przeze mnie, aby, jak w kinie, mógł odkryć wycinek świata istniejącego tylko w mojej wyobraźni.24 I tak jest wciąż. Marcin Zawicki w kolejnych cyklach przedstawia wciąż nowe wersje konstruowanych przez siebie rzeczywistości i przenosi je na płótna. Ostatecznie przyjmują one postać martwej natury. Siła malarstwa Marcina Zawickiego tkwi w śmiałym podejściu do użycia barw, wyrazistych, nasyconych, odważnych, a także rozproszonego światła, raz przypominającego to, które widzimy przebijające się przez wodę, innym razem ostrego, wręcz oślepiającego, jak bliki słońca na wypolerowanych powierzchniach. Obrazy Zawickiego uwodzą swą urodą, za którą możemy pójść, nie zastanawiając się, jak zostały namalowane i co artysta zamierzał za ich pośrednictwem przekazać widzom. A jednak, choć mamy wrażenie, że przedstawione na nich sztuczne światy są dalekie od prawdziwego życia, mylimy się. Rzeczywistość na nich ukazana jest prawdziwa. To nasz świat. Bajecznie kolorowy i okrutny jednocześnie

  1. W języku polskim: Marcina Zawickiego opowieść o martwej naturze. Częściowo grecko brzmiący tytuł jest ukłonem w stronę tak chętnie używanych przez uczonych i artystów, w tym także przez Marcina Zawickiego, terminów zaczerpniętych z języków klasycznych. Wydaje się, że im bardziej wspomniane języki rugowane są z nauczania, tym chętniej zapożycza się z nich słowa, by robić wrażenie na maluczkich. W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować za konsultacje prof. dr hab. Bogdanowi Burlidze, znakomitemu helleniście z Uniwersytetu Gdańskiego.
  2. Martwa natura, muz. i sł. J. Kaczmarski, płyta: Wyschnięte strumienie, 2012
  3. S. Szabłowski, Ogród nieistniejący ale przedstawiony czyli obecność malarstwa w obrazach Marcina Zawickego, w: Marcin Zawicki. Coś dziwnego tu się zbliża, katalog wystawy, Miejski Ośrodek Sztuki, Galeria BWA, Gorzów Wielkopolski, 2016, s. 3.
  4. Cf. ibidem, s. 4
  5. E. Toniak, The Fall, w: Marcin Zawicki The Fall, Sopot 2013, wystawa 2012, s. 15.
  6. M. Smolińska, Plastik – nowa natura: Life in plastic, it’s fantastic?, „Visual Communication”, 07-08.2017, Poznań, s. 14
  7. Ibidem.
  8. Ibidem, s. 12.
  9. L. Mrozewicz, Historia powszechna. Starożytność, Poznań 2001, s. 23; Cf. M. U. Mazurczak, Miasto w pejzażu malarskim XV wieku, Lublin2004, s. 8-12.
  10. Informacje biograficzne zaczerpnięte zostały z: M. Zawicki, Autoreferat, Gdańsk 2021; Rozmowy Autora z Marcinem Zawickim, Gdańsk VI-VII 2023.
  11. M. Zawicki, Autoreferat, … s. 51.
  12. Postmodernizm, muz. i sł. Jacek Kaczmarski, płyta: Źródło, 2012.
  13. M. Zawicki, Autoreferat, … s. 53.
  14. Ibidem.
  15. Claesz., Pieter, w: R. Genaille, Encyklopedia malarstwaflamandzkiego i holenderskiego, aktualizacja, uzupełnienia i nowe hasła M. Monkiewicz, A. Ziemba, Warszawa 2001, s. 81-83.
  16. S. Kemperdick, Rogier van der Weyden 1399/1400-1464, Keulen 1999, s. 13.
  17. Z. Herbert, Dawni Mistrzowie, w: Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze, Wrocław 1992, s. 18.
  18. M. Zawicki, Autoreferat…, s. 57.
  19. Chronologia wg: M. Zawicki, Autoreferat…, s 108.
  20. Ibidem, s. 57, 59, 61; G. Gawlik, Od Wunderkamery do Chorografii, w: Marcin Zawicki, Chorografia, Zielona Góra 2015, s. 80.
  21. M. Smolińska, op.cit., s. 14
  22. E. Toniak, The Fall, w: Marcin Zawicki, The Fall, Sopot 2013, wystawa 2012, s. 19, 21.
  23. Eadem, Kolonizatorzy wyobraźni, w: Marcin Zawicki, Chorografia…, s. 11.
  24. Cyt. za: E. Toniak, Kolonizatorzy wyobraźni, w: Marcin Zawicki, Chorografia…, s. 11-12; G. Gawlik, op. cit., s. 77.