Każdy ma w sobie Yeti

Jako młody entuzjasta podróżniczo-przygodowych powieści Alfreda Szklarskiego często przemierzałem świat razem z głównym bohaterem, Tomkiem Wilmowskim, wspólnie z nim przeżywając fascynujące przygody. Wyobraźnia wczesnego nastolatka nasiąkała tymi miejscami, ludźmi i wrażeniami. Na początku lat 80. ubiegłego wieku, w czasach pustych półek sklepowych i codziennej walki rodziców o zapewnienie podstawowych artykułów do życia, książka była często jedyną drogą do innego, ciekawszego świata. Ja i moi rówieśnicy nie tylko nie mieliśmy nadziei na wyjazd za granicę, ale nawet o tym nie marzyliśmy. Zagranica była jakąś niezrozumiałą, zastrzeżoną i niebezpieczną krainą, przed którą dzielny rząd ludowy bronił nas, jak umiał… dla mojego dobra i wszystkich moich bliskich. Ze wszystkich przeczytanych części najgłębiej wbiła mi się w pamięć księga czwarta, Tomek na tropach Yeti.

Tomek Wilmowski i jego towarzysze udają się w podróż do Indii i Nepalu. Celem jest pomoc w odnalezieniu zaginionego naukowca, doktora Rawlinsona, który w trakcie wyprawy badawczej poszukiwał człowieka śniegu – Yeti. W trakcie ekspedycji bohaterowie przemierzają górskie tereny i słyszą historie tubylców na temat tego mitycznego przedstawiciela niezidentyfikowanego gatunku, który w powieści stanowi element egzotycznej tajemnicy.
Jest symbolem nieznanego, mistycznego i nieodkrytego świata, którego odkrywanie było i jest marzeniem młodych ludzi. Poszukiwanie tej istoty w opowieści Szklarskiego to przede wszystkim pretekst do pokazania piękna, magii i grozy górskich krajobrazów, a także do poznania różnorodności kulturowej regionu Himalajów.
Tubylcy powszechnie wierzą w istnienie Yeti. Podobnie w istnienie kryptyd wierzą miejscowi w innych częściach świata. Wielka Stopa zwana Sasquarch w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, potwór z Loch Ness w Wielkiej Brytanii, Yowie w Australii czy morski potwór – Kraken. W Polsce każdy słyszał o Bazyliszku. Istnienie mitologicznych istot, których poszukiwaniem zajmują się kryptozoolodzy nie znajdują potwierdzenia w zoologii, ale wiara w nie jest w nas głęboko zakorzeniona.

Wyobrażenia ludzi o kryptydach zamieszkujących niedostępne miejsca, głównie lasy, są powszechne na całym świecie. Istoty te, których istnienie nie jest potwierdzone naukowo, od wieków pobudzają wyobraźnię. Tajemnicze lasy, pełne mroku i dziwnych, niepokojących dźwięków, stanowią idealne miejsce do snucia opowieści o tych stworzeniach. Ludzka fascynacja „niewyjaśnionym” i wyolbrzymianiem „nieznanego”sprzyja temu procesowi. Wymyka się to logice, prowadzi do tworzenia silnych wyobrażeń na ich temat. Często pojawiają się w ludowych podaniach i sztuce. Lasy to idealne dla nich schronienie, od zawsze były miejscami owianymi tajemnicą. Gęsto zalesione tereny, gdzie światło ledwo przebija się przez korony drzew, rodzą niepokój. Dziwne odgłosy, trzaski gałęzi czy szum wiatru potrafią pobudzić wyobraźnię do granic możliwości. W takim środowisku, wszystko może być nadnaturalnie i przerażające. Tam mogą rodzić się legendy o dziwnych stworzeniach zamieszkujących niedostępne przestrzenie. Kultura ludowa często przypisuje tym istotom wręcz nadprzyrodzone przymioty. W mitologiach wielu kultur występują bogowie, demony i hybrydy stworzeń, które zamieszkują leśne tereny. Z czasem wierzenia te ewoluowały, a ich miejsce zajęły kryptydy, które połączyły elementy fantazji i pseudonauki.

Wielka Stopa (Bigfoot) to najsłynniejszy leśna kryptyda. Ponaddwumetrowa humanoidalna istota przypominać ma małpę. Legenda o niej zakorzeniła się nie tylko w Ameryce Północnej, ale także w Azji (jako Yeti) czy Australii (jako Yowie). Ślady stóp, niezweryfikowane nagrania wideo i opowieści autochtonów budują ich mitologię.

Tajemnicze lasy, które są ich domem, to nieznane i niepokojące miejsca. Ludzka zdolność do uwiarygodnienia istnienia kryptyd może być chęcią nadania sensu temu zjawisku oraz poszukiwania tego, co wymyka się racjonalnemu poznaniu. Eksplorują mroczne, nieznane aspekty osobowości i świata, które pozostają poza kontrolą i świadomością. Stwory, ukrywające się w mrokach lasów, są symboliczną projekcją naszych lęków i zagrożeń, z którymi boimy się konfrontować. Ich obecność w opowieściach pozwala wyobrazić sobie swoje wewnętrzne konflikty. Las można interpretować jako symbol podświadomości, która rządzi się swoimi nierozpoznanymi, zaskakującymi i często nielogicznymi prawami. Staje się zbiorem archetypów, symboli i zagadek, które dotyczą ukrytych problemów, pragnień i pytań, charakterystycznych dla jej wieku i etapów rozwoju. Las to wielka tajemnica, którą można zinterpretować jako przedstawienie nieprzewidywalnej i fascynującej natury ludzkiego umysłu. Podążając w głąb tego lasu, w którym Licho nigdy nie śpi doświadczamy coraz to mroczniejszych wrażeń oraz zdobywamy niepokojącą wiedzę o nas samych.

Przestrzenie te penetruje w swojej plastycznej twórczości gdański artysta Marcin Zawicki. Jego oniryczne narracje stanowią wyjątkowe połączenie realizmu i fantazji. W tworzonych przez niego malarskich przedstawieniach postacie i krajobrazy balansują między światem rzeczywistym a metafizycznym. Bohaterami jego obrazów są istoty hybrydowe, przypominające ludzi, będące jednocześnie trudnymi do zdefiniowania postaciami. Kryptydami, ale rozpoznanymi i nazwanymi tylko w świadomości artysty. Granice między rzeczywistością a snem zacierają się w fascynujący i niepokojący sposób. Jego obrazy pełne są bogatych przedstawień. Powodują, że działają one natychmiastowo, jak baśniowe ilustracje, jednak z dozą melancholii i swoistego lęku. Zawicki eksploruje i tworzy wyimaginowane światy. Dotyka tematów zarówno tych fizycznych, jak i psychologicznych oraz metafizycznych. Jego postacie sprawiają wrażenie symbiotycznego połączenia z otoczeniem, co można odczytać jako komentarz do współczesnej relacji człowieka z naturą. Hybrydy te, przypominające ludzi, jakby wyrastały wprost z ziemi lub były częścią jakiegoś pełnego subtelnego dramatyzmu ekosystemu. Ich ciała przypominające kształtem ludzi są zbudowane z elementów roślinnych. Idealnie wtapiają się w środowisko, stając się niedostrzegalnymi dla ludzi. Obrazy te stają się narzędziem do zgłębiania ludzkiego umysłu i odkrywania tajemniczych, często mrocznych zakątków naszej wyobraźni.

Działania Zawickiego są formą współczesnej alegorii. Jego postacie to symboliczne archetypy. Można w nich znaleźć nawiązania do mitologii, religii, kultury czy sztuki baroku. Możemy traktować jego obrazy jako narzędzie do odkrywania tajemniczych, często mrocznych zakątków ludzkiej wyobraźni. Fizyczność jego bohaterów, organiczność i przynależność do natury są metaforą harmonii, a jednocześnie nieuchronnej jej degradacji w zetknięciu z rzeczywistością. Kluczem do rozpoznania ukrytych znaczeń w twórczości artysty jest pytanie o stan ludzkiej psychiki. Zauważalny upadek autorytetów i zachwiana wiara w naukę wypycha nas na peryferie poznania. Pęd cywilizacyjny, zmiany klimatyczne, rozpasana konsumpcja prowadzą nas do nieuchronnego końca. Szukamy czegoś, co może wizję tego upadku zrównoważyć. Przenieść nas w przestrzenie, które potwierdzą nasze przekonania. Reptilianie wiedzą więcej. Szukajmy ich! Oni nas uratują. Ziemia jest płaska. Wiadomo to od średniowiecza, tylko ktoś nam tę wiedzę odebrał. Teraz ją odzyskujemy. Stara „wiedza”podana w atrakcyjnej formie przez autorytety z mediów społecznościowych staje się nową wiedzą. Staje się prawdą. Jest też ucieczką od zalewu przerażających informacji o katastrofach, pandemiach, wojnach. Wśród powszechnego chaosu szukamy „bezpiecznego miejsca”. Zawicki zadaje pytanie: czym dla nas jest takie miejsce? Artysta odnajduje poczucie bezpieczeństwa w estetyce dzieciństwa czy młodości. W czasie, kiedy dorastał, życie było łatwiejsze, wzorce bardziej klarowne. Jest w nas potrzeba powrotu do tamtych czasów i miejsc. Wtedy było jakoś lepiej, bezpieczniej. Świat lat 90., w których dorastał artysta, generowany przez amerykańskie produkcje i kolorowe kanały telewizyjne, był taki fascynujący i bezpieczny.

…30 kilka lat później spełniłem moje dziecięce marzenie. Pojechałem do Nepalu. Z majestatem Himalajów obcowałem kilka tygodni. Magia gór w najczystszej postaci. Niewiarygodnie czyste niebo z milionem gwiazd. Yeti nie widziałem, ale do dzisiaj nie mam pewności, czy ono nie widziało mnie…


Paweł Witkowski, „Każdy ma w sobie Yeti” w katalogu wystawy „Bezpieczne Miejsce”, MCSW Elektrownia, Radom, 2024